Page 111 - 50_LiryDram_2026
P. 111
wiersz trans/fuzja, który całkowicie (du- chowo i fizycznie) zespala podmiot liryczny z podziwianym pejzażem:
obejmuję cię góro
w świerkowej spódnicy przetykanej jodłami
w gorsecie hal
zdobionym dziewięćsiłami
w kosówkowym szalu kapeluszu z chmur
wzruszasz się
po świetliste siklawy
czuję twoje żleby upłazy każdy wyrostek skalny
pod żebrami niosę w sobie zaanektuję łaknącymi stopami w zielony krwiobieg.
I znów zmyślnie ukryta pointa (sic!) w samym tytule, który można odczytać na cztery sposoby: trans/fuzja, transfu- zja, trans, fuzja, co jest o tyle istotne, że do podstawowego sensu dochodzą jesz- cze dodatkowe konotacje poszczególnych słów składowych. W tej sytuacji lirycznej dochodzi do fuzji nieożywionego i ożywio- nego świata przyrody. Faktycznie umiejęt- ność nadawania wyjątkowo adekwatnych tytułów do wierszy, zaledwie trochę dłuż- szych niż miniatury (to walor a nie wada) opanowała Małgorzata Hrycaj do perfek- cji. To wyjątkowa sztuka i zilustruję ją kolejnym poniżej przytoczonym w cało- ści wierszem.
Natychmiast tylko wtajemniczeni, a do- myślni po kilku wersach domyślą się, ja- ką tragedię obwiesza tytuł przed świtem na 23 Fitzroy Road. Poetka rozpoczyna ten utwór mocnym akordem literackiej aluzji
i jak w dobrym antycznym dramacie koń- czy go oczyszczającym katharsis, też z li- teracką aluzją:
Sylwia P. nim wypełniła się gazem gotowała dzieciom angielską owsiankę na śniadanie
autozabójcy wypadają na zakrętach
w wyludnione przestrzenie
zostawiają na wieczystą pamięć stygmaty namaszczenia
niecierpliwie tęskniący zanurzeni
w śmierci bez-nadziejni
niedospani romantyczni lub zwyczajnie szaleni nazbyt niezależni/zniewoleni zbyt odważni czy wystraszeni
już nie muszą domniemywać
co jest po drugiej stronie
woda którą piły dinozaury
opadnie jak kurtyna nad aktem
w którym kolejny raz milczy Hamlet.
Mocno wybrzmiewa w tytule adres ka- mienicy, w której w Londynie mieszkała biorąca leki przeciwdepresyjne trzydzie- stoletnia Sylwia Plath, amerykańska poet- ka i gdzie popełniła samobójstwo przez za- trucie gazem. Śmierć naznacza istoty żywe od urodzenia, w tym sensie stygmatyzuje bez wyjątku każdego, ale sens życia zawie- ra się w przezwyciężaniu jej każdego dnia bez spychania w nieświadomość. Zdarzają się jednak osoby bardzo wrażliwe, tak z ży- ciem niepogodzone (celowo używam eufe- mizmu), że sięgają po drastyczne środki, żeby nie cierpieć dłużej.
W tym utworze jednostkowy los sta- je się punktem wyjścia do rozważań o eg- zystencji, do snucia refleksji o charakterze
styczeń–marzec 2026 LiryDram 109

