Page 30 - 50_LiryDram_2026
P. 30

  rodzicach. Wychowano nas w cieniu wyso- kiego bezrobocia lat 90. i surowym etosie, że wszystko zależy wyłącznie od naszej ciężkiej pracy. Wstrzyknięto nam w krwiobieg perfek- cjonizm, który po latach zamienił się w tok- syczne wypalenie.
Jesteśmy rozpięte między dymem z podwó- rek a chłodem korporacyjnych biurowców. Ja- ko pierwsze masowo ruszyłyśmy po kariery, niosąc w pamięci kartki na masło. Dziś, gdy rocznik ‘76 zbliża się do progu pięćdziesiątki, przychodzi czas bolesnej weryfikacji marzeń z okresu transformacji. To moment wielkiego „sprawdzam”, który u wielu moich rówieśni- czek wywołuje egzystencjalny wstrząs.
Moja przeprowadzka do Macondo pięć lat temu była właśnie taką radykalną odpowie- dzią na to uwikłanie. Postanowiłam przestać być częścią tej „sieci zależności”, która naka- zuje nam wiecznie coś udowadniać. Zmieni- łam nie tylko rekwizyty i krajobraz, ale przede wszystkim wewnętrzny metronom. Wybrałam las i ciszę, bo zrozumiałam, że na tym pół- metku życia nie muszę już niczego naprawiać – muszę po prostu zacząć być.
Oczywiście, u fundamentów wszyscy je- steśmy uwikłani w tę samą sieć zależności, w te same lęki i pragnienia, które od wieków napędzają ludzki teatr. Jednak nie mogę się zgodzić, że rekwizyty nie mają znaczenia. One determinują to, jak oddychamy i jak na- zywamy swój ból.
Zupełnie inaczej smakuje świat, gdy wy- chodzisz z szarości komunizmu, niosąc w plecaku etos przetrwania, a zupełnie ina- czej, gdy rodzisz się w cyfrowym blasku iPho- ne’ów. Te rekwizyty – od kartek na masło po wszechobecne ekrany – to nie są tylko martwe przedmioty; to one rzeźbią naszą transformację. My, roczniki siedemdziesiąte,
jesteśmy pokoleniem mostu. Przeszliśmy przez gwałtowny uskok tektoniczny między epokami, co sprawiło, że nasza weryfikacja marzeń jest o wiele bardziej dotkliwa. Każde pokolenie przechodzi swoją własną inicja- cję, ale nasze było wystawione na wyjątko- wo jaskrawy kontrast. To właśnie te „inne rekwizyty” sprawiają, że nasza opowieść w Macondo ma tak specyficzny, słodko-gorz- ki posmak – jest próbą ocalenia autentycz- ności w świecie, który na naszych oczach zmienił skórę.
W 2017 roku, nakładem wydawnictwa Ana- gram ukazał się Twój kolejny tom wierszy pt. Za wcześnie na rytuały. Trochę inny w for- mie od poprzednich. Ale w treści podobny, bo dotyka spraw ostatecznych, bolesnych i zbyt trudnych. Chwilami wręcz opisuje sta- ny traumatyczne. Moją uwagę zwraca wiersz Wyniki i ostatni jego wers: powietrze w koń- cu będzie czyste. jak ja. Basiu, czy te słowa są odzwierciedleniem Twojej głębokiej wia- ry czy też są wyrazem ironii? Czym jest dla Ciebie „czystość” w tym kontekście?
Kiedy pisałam ten wers, nie było w nim miej- sca na łatwą wiarę, ale nie było też taniej iro- nii. To był moment bezwzględnej, biologicznej prawdy. W kontekście Wyników – tej trauma- tycznej konfrontacji z chorobą i śmiertelno- ścią – „czystość” ma dla mnie wymiar niemal sakralny, ale pozbawiony religijnego lukru.
To czystość kogoś, kto przeszedł przez ogień i stracił wszystko, co zbędne. Kiedy stoisz twarzą w twarz z ostatecznym, przesta- jesz kłamać przed samą sobą. Wszystkie role, rekwizyty i społeczne oczekiwania znikają. Zo- staje tylko to „czyste powietrze” – pusta prze- strzeń po bitwie, którą stoczyło ciało i duch. Dla mnie to był stan całkowitego obnażenia,
 28 LiryDram styczeń–marzec 2026

























































































   28   29   30   31   32