Page 32 - 50_LiryDram_2026
P. 32
się, że każde wyjście do ludzi było dla mnie przekroczeniem Rubikonu, bolesnym pro- giem, który pokonywałam tylko po to, by sprostać roli na scenie życia.
W Mamidle ta introspekcja stała się moim najostrzejszym narzędziem przetrwania. Za- miast krzyczeć na zewnątrz, wolałam drążyć w głąb siebie, by w absolutnej ciszy wydo- bywać na wierzch nagą, często biologiczną prawdę o matce, o lęku, o ciele.
Dzisiaj, w Macondo, ta konieczność masko- wania wreszcie wygasła. W tym bezpiecznym oddaleniu od zgiełku nie muszę już udawać ekspansywności. Mogę wreszcie zdjąć zbroję „dzielnej kobiety” i pozwolić, by mój auten- tyczny, cichy głos wybrzmiał w poezji, która nie potrzebuje już głośnych gestów, by zo- stać usłyszaną. Tutaj, pod lasem, intrower- tyzm przestał być moją kryjówką, a stał się moją wolnością.
W Mamidle przyciąga mnie metafora „makat- ki”, kobiety zmieniającej się w matkę, która zgodnie z założeniami systemu patriarchal- nego ma być produktem „precyzyjnie wy- haftowanym” i „wykrochmalonym”. Cieszy mnie fakt, że dostrzegasz niesprawiedliwość i cierpienie, że uwalniasz głos kobiet, solida- ryzujesz się z nimi i w pewnym sensie upod- miotowiasz je. I za to Ci dziękuję. Ale tutaj pojawia się moje kolejne pytanie. Czy czu- jesz się współczesną feministką? Czy też po prostu dojrzałą i świadomą kobietą?
Pytasz o feminizm, a ja czuję, że to słowo jest dla mnie po prostu za ciasne. Moja odpowiedź uderza w sam środek buntu przeciwko „wy- krochmalonemu” wizerunkowi kobiety, ale nie chcę zamykać się w gotowej ideologii. Moja solidarność z kobietami, o której piszę w Mamidle, wypływa z poziomu krwi i wspól- nego bólu, a nie z politycznych manifestów.
30 LiryDram styczeń–marzec 2026
fot. Arek Łuszczyk

