Page 33 - 50_LiryDram_2026
P. 33

Jestem świadomą obserwatorką, która mówi stanowcze „nie” byciu produktem haftowa- nym pod system.
Życie na wsi, w Macondo, nauczyło mnie jednak pokory wobec biologii. Tutaj podział na to, co żeńskie i męskie, staje się bardziej wyrazisty i naturalny niż w mieście. Nie będę rąbać drewna ani czyścić szamba, bo fizycz- nie nie jestem do tego stworzona – i nie mam problemu z tym, że te role przejmuje mężczy- zna, podczas gdy ja dbam o domowe ognisko.
Uważam, że dzisiaj zarówno kobiecość, jak i męskość wymagają zdefiniowania na nowo. Prując stary haft nie chcę niszczyć tkaniny, ale dać nam przestrzeń do stworzenia nowej, autentycznej tożsamości. W tym zagubio- nym świecie, gdzie obie płcie szukają swo- jego miejsca, ja wybieram drogę świadomej kobiety, która zna swoje ograniczenia, ale nie pozwala, by ktokolwiek narzucał jej gotowy wzór do odtworzenia.
W wierszu 10. części pod tytułem Makatka piszesz, że „pustka to dopiero odkrycie”. Czy to odkrycie jest dla Ciebie bardziej przera- żające czy wyzwalające?
Odkrycie, że pustka jest „wiecznie głodna i zachłanna”, jest jednocześnie przerażają- ce i wyzwalające. W poemacie Makatka ten brak staje się niemal fizyczny – zżera zmy- sły i sprawia, że szukamy ratunku w tym, co „małe i miękkie”.
To, co w tej wizji jest najbardziej zatrwa- żające, to mechanizm wypełniania własnej pustki drugim człowiekiem, w tym przypad- ku dzieckiem. Dziś wiem, że przyjmowanie nowego życia tylko po to, by zatkać szczeliny we własnej duszy, jest błędem, który może obciążyć obie strony. Dziecko nie powinno być lekarstwem na nasze osamotnienie; możemy
je przyjąć w pełni tylko wtedy, gdy sami jeste- śmy „pełni”. Dopiero gdy nie musimy już za- chłannie brać, by przetrwać, jesteśmy w sta- nie naprawdę wiele z siebie dać. Moja historia pokazała, że choć ta pustka na początku była zachłanna, to proces „wypełniania się” doj- rzałością pozwolił mi w końcu stać się bez- pieczną przystanią, a nie tylko głodnym brze- giem, który szuka ocalenia.
Ostatni wiersz Mamidła to lament. Ten swo- isty wielogłos winy, bezradności i oskarże- nia jest jak mocne pęknięcie. Dotyka spraw granicznych. Narodzin, śmierci, badań pre- natalnych itd. Pojawia się tutaj w kontek- ście szerokiego „za”: „za mnie, za Ciebie”, za tych i tamtych. Można odnieść wrażenie, że ten zamykający wiersz jest wyrazem so- lidarności z innymi świadomymi kobietami. Czy wierzysz w istnienie „wspólnej winy” i „wspólnej odpowiedzialności”?
Wierzę w istnienie wspólnej winy i wspólnej odpowiedzialności, ale rozumiem je w spo- sób głęboko metaforyczny. W świecie ideal- nym, w utopii, o której czasem śnimy, wszy- scy powinniśmy być dla siebie źródłem dobra, empatii i bezwarunkowej pomocy. Jednak nie żyjemy w utopii. Jesteśmy tylko ludź- mi – ułomnymi, kruchymi, uwikłanymi we własne dramaty.
Nasza wspólna wina rodzi się w tych wszystkich momentach, w których zabrakło nam uważności na drugiego człowieka. Kie- dy nie potrafiliśmy stać się dla kogoś opar- ciem, bo sami ledwo trzymaliśmy się pionu. Ta odpowiedzialność jest zbiorowa, bo wszy- scy tworzymy tę tkankę społeczną, która cza- sem rwie się pod ciężarem braku zrozumie- nia. W moim Lamencie nie szukam jedno- znacznych wyroków, bo w świecie tak pełnym
styczeń–marzec 2026 LiryDram 31
























































































   31   32   33   34   35