Page 46 - 50_LiryDram_2026
P. 46

  wchodzą pod skórę i drapią wszystkie czułe miejsca”, potęgując doświadczenie tekstu. Po dekadzie od tej absolutnie nieszablo-
nowej publikacji sama autorka mówiła o niej jak o osobistym doświadczeniu: „To ja jestem zakład pracy chronionej. A może to zakład stworzył mnie? [...] Zakład pracy chronionej był parasolem, który mnie chronił. Nie potrze- buję już parasola [...] jestem tutaj i niczego się nie boję. Te słowa podkreślają autobio- graficzny wymiar projektu, jako przestrzeni przełamywania barier, konfrontacji z lękiem i budowania tożsamości. Zakład pracy chro- nionej okazuje się nie tylko eksperymentem formalnym, lecz także aktem odwagi i głębo- kiej, egzystencjalnej pracy nad doświadcze- niem kobiecości. Jest bolesną, ale głęboko oczyszczającą lekturą.
Poezja na granicy bólu i nadziei
Kilka lat po Zakładzie przyszedł kolejny zbiór wierszy, o których Mirka Szychowiak powie, że „nie przestaną nas dotykać po zamknięciu książki, nie będziemy chcieli ich zapomnieć. Zostaną w naszych głowach, będziemy się nimi żywić”.
Za wcześnie na rytuały z 2017 roku to niepokojąca opowieść o kondycji współcze- snego człowieka, zbudowana z niewielkich pojedynczych scen, bywa że bardzo wyra- zistych, jednocześnie chłodnych, pozbawio- nych patosu czy emfazy. Podmiot liryczny (podmioty liryczne: kobieta i mężczyzna), jak zauważa Kinga Młynarska, znakomicie operuje słowem, jest pełen dramatyzmu, a przy tym pozostaje delikatny. Wprowadza napięcie swoim dystansem i ironią. Zaska- kuje nas sposobem opowiadania o trudnych sprawach, wśród których można wymienić
m.in. śmierć, strach, chorobę, przemijanie, porażającą niepewność.
Jednym z najmocniejszych tropów w tej książce jest kobiecy bunt, sprzeciw wobec ról, które świat (lub „sformatowana” przez tradycję, otoczenie, wychowanie kobieta sa- mej sobie) próbuje narzucić. Drugim kluczo- wym wątkiem jest choroba i doświadczenie operacji, które czytelnik poznaje przez kolej- ne etapy-opisy strachu przed zabiegiem, po niepewną ulgę po nim (niepewną, bo radość jest tu umiarkowana, „ja” liryczne ewident- nie boi się prowokować los). Dosadne obra- zy, które „wdzierają się w pamięć”, budują intensywność przeżycia, a jednocześnie za- chowują emocjonalny dystans. A wszystko to pisane językiem, do którego Barbara już nas przyzwyczaiła, niepokojącym, ironicznym, niewygodnym dla kogoś, kto w literaturze szukałby np. ukojenia. Zresztą, o tym, jaką moc ma słowo, nie zapomina sama podmiotka liryczna tych wierszy nawet na chwilę: uważaj na usta. mogą powiedzieć za dużo lub napić się / trucizny. jesteś tym, co powiesz.
Sceniczna wyobraźnia poetki i w tym to- mie widoczna jest w świecie rekwizytów – ważnym elementem wierszy jest uniwersum przedmiotów i natury: dom, drzwi, okna, woda, drzewo to nie jedynie sceneria czy tło, to nośniki znaczeń. Motywy otwierania, zamykania, wchodzenia, wychodzenia sym- bolizują procesy przejścia – od przeszłości do przyszłości, od rozpaczy do nadziei. Od rozpadu do ponownych narodzin. Metafory bywają tu jednak przewrotne, a to, co w mo- wie potocznej uznajemy za utarte wyrażenia, nagle może okazać się kluczem do odczy- tania wielopoziomowej gry słowem. Nigdy do końca nie wiemy, czy trafiamy na klucz, czy wpadamy pułapkę. Dlatego spotkanie
44 LiryDram styczeń–marzec 2026


























































































   44   45   46   47   48