Page 53 - 38_LiryDram_2023
P. 53

i potrafiła być ponad jałową zazdrość. Janka dostrzegła zaczajony w oczach Marii strach. – Janka, ja nie dam rady... – prawie wyszep- tała Maria. – Widzę, jak przede mną wyrasta góra nie do przebycia albo po prostu mur.
– Marysiu, daj spokój. Nikomu nie jest ła- two. – Janka miała nadzieję odeprzeć tę falę zwątpienia. – Przecież my wszyscy, ty, ja i in- ni – zobacz tylko – dookoła biją głową w mur albo pazurami wydzierają towar ze sklepów. – Ja nie o tym. Czuję się bardzo samotna. Mam wrażenie, jakby Mietek porzucił mnie już na zawsze. Mnie i córki. Od dawna nie dostaję od niego żadnych wiadomości. Janka podniosła głowę w kierunku Marii, wpa- trywała się chwilę.
– Ostatnio było chyba okej?
– Janeczko, ostatnio to już ponad pół roku. Widziałyśmy się w kwietniu, zaraz po Wielka- nocy. A to już październik, czas nie próżnuje. Krysia poszła do szkoły. – Żachnęła się, się- gnęła do wiszącej na oparciu krzesła torebki i wyjęła Klubowe.
Janka patrzyła niedowierzaniem – Ty palisz? – A palę. Od czasu do czasu. Zabijam nerwy i samotność. Uwierz, ja już sobie nie daję ra- dy. – Odgarnęła z czoła kosmyk z ledwie do- strzegalną siwizną. Twarz Marii nie była ani ładna, ani brzydka. Emanowała ciepłem, ką- ciki ust lekko odchylone ku górze nadawały jej twarzy pogodny ton. Tylko oczy nieco zaciągał smutek. Był w jej wizerunku jakiś rys niemiec- kiej urody. Niemieckiej kobiety, frau. Zapewne niezatarty ślad matki. Zaciągnęła się głęboko i wyokrąglając usta wypuściła dym. Janka pod- sunęła jej bliżej szklaną popielniczkę.
– Nie pomyślałabym, że będziesz palić. Pa- miętam, jak narzekałaś na Mietka.
– Mietek? Cóż, po kilka miesiącach, kiedy się urwał, wiesz, mówiłam ci o tym, przyszedł
pierwszy list. Później jeszcze kilka, nie miał drygu do pisania. Dostałam kilka paczek i kil- kaset marek na konto w banku Pekao. – Zaczęła wypluwać słowa, które cisnęły się jej na język. – Nie wystarczało na tak zwany dobrobyt, ale mogłam radzić sobie trochę lepiej. Najgorsze, że miałam dwie, a może trzy wizyty jakichś wścibskich panów z bezpieki. Nic nie wiem, mówiłam, niczego nie chciałam, nie nama- wiałam. Uciekł. Po prostu uciekł!
Przestała mówić. Nie mogła. Usta jej ścią- gnęły się jakby do płaczu. Nerwowo raz po raz strzepywała popiół z papierosa. Do po- pielniczki i obok.
Janka wyciągnęła rękę, kładąc ją na ramieniu Marii. – Ci..., Marysiu, tylko się nie rozbecz. Milczały przez dobrą chwilę. Maria zaczęła ciągnąć dalej, jakby jeszcze nie wylała całej zawartości żalu, niemocy, nagromadzonych wątpliwości.
– I wszystko skończyło się. Już tak długo nie mam od niego wieści. Nie daje znaku życia. Co ja mam robić, Janeczko? Czuję w sobie tylko bezradność.
– Spróbuję się zorientować, jak mogłabym ci pomóc. – Na Jankę zawsze można było li- czyć. Należała do tych, którzy nie uciekają od dotkniętych nieszczęściem. Nie mogłaby być obojętną.
I rzeczywiście. Janka uruchomiła kontakty, dzięki którym mogła liczyć na pomoc w am- basadzie RFN. Przy okazji dała Marii znać, że podjęto starania w celu odszukania Mietka w Rajchu. Musiały teraz cierpliwie czekać.
Czas płynął. Szara, daleka od radości rzeczy- wistość przesuwała się od jednego horyzontu do drugiego, zabierając kolejne dni w niepa- mięć. Rzeczywistość niepobudzająca. Nie było
styczeń–marzec 2023 LiryDram 51




















































































   51   52   53   54   55