Page 60 - 38_LiryDram_2023
P. 60

  da radę. Ale czy ona sama jest w stanie po- radzić sobie z Anką? To oczywiście nie taki problem jak rak, ale widziała przecież, jak Ania się prowadzi. Ma ostentacyjny stosunek do wszystkiego, szczególnie do obowiązków. I bywa taka obcesowa, arogancka. Aż przykro. Znowu będzie musiała zasnąć z tym niedają- cym spokoju odczuciem.
V.
– Soniu, jesteś rozkoszna. Facetów można mieć na pęczki, ale wiesz, chodzi o menów. – Słowo „menów” Anka wyszeptała seksownym głosem zabarwionym chrypką. I prawie na- tychmiast zaśmiała się hałaśliwie. Ten śmiech ją wyróżniał. Rozmawiały właśnie o tym, jak polepszyć swoje życie w nadchodzącej przy- szłości. Włosy opadające na ramiona Anka ufarbowała na rude, przechodzące w ciem- niejszy, głęboki kasztan. Zrobiła sobie oko, znacznie je przyciemniając, i lekko zazna- czyła usta bladoróżową szminką. Wyglądała wspaniale. Dziewczyny zauważyły to od razu. Anka postanowiła razem z Sonią i Bogną po- witać nową dekadę swojego życia w Piekarni. Było to znana i modna dyskoteka w pobliżu Powązek. Nie przychodziły tu bardzo często, jednak kultowa buda wydawała się najlepsza na tego rodzaju okazję. Muzyka oczywiście by- ła ważna, ale czy nie wszystko jedno kto i co gra, liczyła się dobra zabawa. I drinki wybie- rane ze starannością. Coś do smaku, coś dla rauszu i, oczywiście, dla oka. Jeden z DJ-ów pierwszej klasy, Glasse, bardzo dobrze znany bywalcom, szalał. Grał z niemal wszystkimi klubowymi gwiazdami, które dotychczas od- wiedziły Polskę. Ściśle współpracował z in- nym znanym rezydentem Piekarni – DJ-em i dziennikarzem, Bertem. Albumy Global Un- derground rozpalały ciała i wyobraźnię. Na
taką noc trzeba wydać trochę kasy, ale udało się im wyrwać wystarczającą kwotę na sza- leństwo. Skąd? Każda znajdowała swój nie- powtarzalny sposób. Najtrudniej było wydać pieniądze zarobione uczciwą pracą. Własne trudniej wydawać, a należało je mieć. Jasne jak słońce! Były młode, praca się ich nie trzy- mała. Anka kilka dni temu została zatrudniona jako sekretarka w firmie handlowej, zajmują- cej się sprzętem AGD. To był dopiero obiecu- jący początek. Tylko początek.
Dziewczyny przekrzykiwały się, żeby głosem przebić się przez głośną muzykę, i systema- tycznie opróżniały przez słomki kolorową za- wartość szklaneczek. Siedziały na kanapie pod lustrem. Lubiły obserwować z tego miejsca, co się dzieje na parkiecie.
– Spójrz, Anka, tam, po lewej stronie. Widzisz tego faceta? Przystojniak i pasuje do ciebie. Anka odwróciła głowę, podążając za wskazu- jącą ręką Bogny. Spoważniała. Wyglądało to jak grymas twarzy.
– No, owszem... Wysoki. Jest na co popatrzeć. – Chłopak wyglądał na starszego od nich, da- wały mu co najmniej 25 lat. Męska twarz ze zdecydowanie zarysowaną szczęką z krótkim przyciemniającym ją zarostem, ciemny, za- czesany na bok blondyn, ale bez przedział- ka, i... oczy. – Tak oczy robią wrażenie, duże, ciemnopiwne. Pasują. Dodają szlachetności i... – urwała, nie chcąc zaplątać się w wyrażaniu swoich odczuć. Ale wiedziała od razu. Wpadła! Sonia poderwała się. – Chodźmy, pobujamy się. – Złapała Ankę za ramię i wygramoliły się z kanapy. Za chwilę były obok wystawionego na strzał faceta.
Anka miała dobre wyczucie rytmu, więc jej taniec mógł się podobać. Nie grzeszyła też skromnością, żeby wstydliwie odwracać głowę albo ukrywać zainteresowanie pod powiekami.
58 LiryDram styczeń–marzec 2023


























































































   58   59   60   61   62